Menu

pamiętnik byłej pisarki

nie znam się, to się wypowiem

po feriach

mdl2

Wróciliśmy z ferii.

Uwielbiam te wyrwy w normalnym czasie, wyjazdy, gdy ktoś inny dba o to, żebyśmy mieli gdzie spać i co jeść, a nasze zadania ograniczają się do bycia Gdzieś Indziej, oglądania, zwiedzania i leniuchowania.

Byliśmy na Podlasiu i teraz już rozumiem, dlaczego mój Ojciec przed śmiercią budował chatę nad Bugiem, w której chciał się zestarzeć i umrzeć, choć miał przecież piękny dom pod Warszawą. Szkoda, że nie zdążył i zamiast chaty odziedziczyliśmy 1/3 domu pod Piasecznem.

Mieszkam w pięknym kraju. Tak po prostu. Mieszkam w miejscu, które jest piękne nawet w tej ohydnej porze roku, kiedy śnieg topnieje, bezlitośnie odsłaniając wszystko, co stare, brzydkie, połamane i śmierdzące, drzewa nawet jeszcze nie pomyślały o wiosennych liściach a modne miejskie śniegowe buty grzęzną po kostki w błocie.

Jabłeczna - pustkowia nad Bugiem

Nie żal mi wcale, że nie byliśmy na meksykańskiej plaży na egzotycznych wyspach ani pod biegunem, że jedliśmy pierogi z ziemniakami zamiast guacamole czy świeżo złowionej ośmiornicy owoców ciepłego morza i drinków z palemką Bardziej mi żal, że nigdy tak naprawdę, do końca, nie poznam każdego zakątka tego mojego miejsca na Ziemi niż tego, że nie widziałam piramid egipskich* na żywo. Każdy przecież wie, jak wyglądają piramidy.

Niech to będzie taka moja namiastka patriotyzmu. Podoba mi się mój kraj, nawet jeśli jest obrzydliwie popsuty malowanymi na kolorowo blokowiskami, szyldami reklamowymi, pawilonami handlowymi i krzywą kostką bauma na samym środku zatrzymanych w czasie miasteczek. Wystarczy wyjść z miasta, na jedną z tych dróg powiatowych usianych łatami nowego asfaltu z ostatnich 40 lat i spojrzeć przed siebie, na rzekę i las. Od razu lepiej.

Oczywiście urlop to też (a może przede wszystkim) czas na czytanie. Czytanie nie "do pracy", nie "bo mija termin zwrotu", "bo zajęli mi telewizor" tylko czytanie dla czytania, bo wyrwanie z domowego środowiska ogranicza liczbę rozpraszaczy. Nie trzeba wyjąć prania, nastawiać zupy, odbierać kogoś z zajęć, obejrzeć serialu. Można czytać.

Tak się złożyło, że wzięłam na wyjazd jedną z najlepszych książek, jakie ostatnio czytałam. IMG_65841

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tęsknię za czymś, co kiedyś nazywano literaturą piękną.

Najlepsze książki napisane są oszczędnie i spokojnie. Bez sztuczek. Opowiadają o jakiejś grupce bohaterów, przez których widać cały świat. Przedstawiają epokę czy miejsce nie zmieniając się przy okazji w przewodnik turystyczny czy książkę telefoniczną. Nie wymuszają emocji, a budzą uczucia. Zapraszają do myślenia.

Taki jest "Hotel Angleterre" Marie Bennett. Historia młodego małżeństwa na początku II wojny światowej. Georg zostaje powołany do wojska, które w Szwecji jest tak samo brutalną, głupią i nieludzką instytucją zarządzaną przez nieudolnych dowódców, jak wszędzie indziej na świecie. Kilkumiesięczne szkolenie zamienia się w wieloletni pobyt w obozach pracy dla niesubordynowanych, na dalekiej Północy, gdzie żołnierze bez ciepłych butów i podstawowego ekwipunku są wydani na pastwę niekompetentnych, sadystycznych służbistów.

W Malmo została Kerstin, "wojenna wdowa" ledwie kilka miesięcy po ślubie, która musi sobie jakoś poradzić w surowej wojennej rzeczywistości.  Spotkanie z nową sąsiadką wszystko zmienia. Między Kerstin a Violą nawiąże się romans, który zmieni wszystko. Czy małżeństwo jest w stanie przetrwać taką próbę? Czy ludzie są w stanie przetrwać wojnę, nawet w państwie neutralnym, gdzie nie oznacza ona totalnej zagłady a "zaledwie" żywność na kartki, biedę, brak pracy, odmrożenia i blizny? Jak się po wszystkim odbudowuje związek, w którym każde z partnerów przeszło samotnie przez własne piekło?

Nie wiem, jak Was do tej książki zachęcić. Nie zostałam zmiażdżona, nie przepłakałam nocy, kiedy trzeba było, odrywałam się od lektury, ale przez cały czas miałam takie uczucie, że czytam coś naprawdę dobrego. Napisanego ładnym, oszczędnym stylem, powściągliwym i przezroczystym, jak wszystkie moje "książki najlepsze". Uczucie jak łyk czystej, zimnej wody po setkach butelek całkiem smacznych, słodzonych napojów. Czy jeśli napiszę, że miałam odległe skojarzenia z Falladą to będzie nadużycie?

Sama już nie wiem, czy kiedy coś mi się podoba, to znaczy, że książka jest dobra, czy że dział reklamy dobrze wykonał swoją robotę. Czy to, że podoba mi się akurat promowana nowość, świadczy o tym, że raz dla odmiany wypromowano coś dobrego, czy tylko tyle, że jestem głupim masowym odbiorcą.

Mogę napisać tylko jedno - ta książka naprawdę mi się podobała. Od początku do końca, przez całe długie 600 stron. Może to wystarczy?

 ---

* Zmiany w tekście wprowadzono po tym, jak za bardzo wzięli go do siebie znajomi, którzy akurat byli tej zimy w Meksyku. Piramidy zmieniono na egipskie wyłącznie celem zrobienia przykrości ludziom, którzy byli w Egipcie :p

Komentarze (6)

Dodaj komentarz
  • chiara76

    ciekawe, czy mi tu odpowiesz :P
    a serio, wzruszyłam się tym wpisem. Nie tym o książce a o Polsce. Tak, zgadzam się z Tobą, mieszkamy w pięknym kraju. Dlatego tak lubię odkrywać nowe miejsca w Polsce i dlatego tak nam się spodobała wieś sielska na Warmii i miejsce tam odkryte w zeszłym roku :)

  • mdl2

    chiara76 a właśnie Ci tu odpowiem :p chociaż przez moment zastanawiałam się, kim jest ta Chiara i że się na pewno znamy, ale skąd właściwie? Wszystko przez fejsa, zamordował nicki :)
    Ja z wiekiem też coraz bardziej lubię odkrywać miejsca w Polsce. Jest ich tyle, i wszystkie, nawet jeśli nie piękne, to mają swój urok.

  • eldka

    "Hotel Angleterre" czyta się dobrze, choć porusza bolesne momenty historii.

  • chiara76

    określenie "fejs zamordował nicki" - piękne :)

  • Gość: [Tomasz] *.syriusz.net.pl

    Świetny wpis, przyjemnie się czytało. Oby tak dalej, czekam na więcej :)
    _______________
    Zespół Muzyczny Tropic

  • farenses

    Wpis rzeczywiście jak zawsze bardzo dobry. Pojawi się coś nowego jeszcze?

© pamiętnik byłej pisarki
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci