Menu

pamiętnik byłej pisarki

nie znam się, to się wypowiem

absolutne arcydzieło

mdl2

I tak jakoś minęło półtora miesiąca z roku 2017. Od jakiegoś czasu samo wpisywanie daty na poczcie czy na umowie sprawia, że czuję się, jakbym żyła w powieści S-F z lat 60. ubiegłego wieku. Tylko gdzie ten kosmodrom z rejsami na Marsa co godzinę, gdzie te dzieci z rakietowymi plecakami, gdzie te roboty usługujące mi w domu?

Nie podsumowałam roku 2016, bo mi się nie chciało. Nie wytypowałam hitów i kitów, nie pochwaliłam się planami czytelniczymi na ten rok. Byłam zajęta sprzedawaniem starego mieszkania (nareszcie!), kupowaniem sprzętów do nowego (zaliczyliśmy dwie spektakularne porażki, epic fails, jak to mawia moja Córka, w związku z czym mamy chwilowo pralkę ustawioną pod kątem do ściany i lodówkę w pudełku na balkonie), spotkaniami z projektantem kuchni i kolegą, który zrobi nam szafę, wybieraniem kolorów o nazwach typu Bianco Azzurro i Bianco Grigio, które można też zbiorczo nazwać "takie jakby brudnobiałe tylko jeden jest bardziej szary" i tak dalej.

Proza życia.

Ale co jakiś czas coś tu wrzucę.

BxJG5RBIQAA3PZD

Wczoraj na przykład przyszło mi do głowy, że najuczciwiej byłoby, gdyby reklamę książek regulowały takie same przepisy jak reklamę wszystkiego innego.

Tak, chyba przeczytałam o jedno wiekopomne arcydzieło za dużo.

Zasada pierwsza - obowiązek podania składu na opakowaniu

Nie wolno napisać na kartonie soku "Poczuj wyjątkowy smak afrykańskich pomarańczy! Niebo w gębie według Magdy Gessler!"

To znaczy, niby można. Ale z tyłu i tak trzeba wtedy uczciwie napisać: "napój o smaku pomarańczowym, wyprodukowany z koncentratu, skład: sok jabłkowy 90%, zagęszczony sok pomarańczowy do 0,01%, syrop glukozowo-fruktozowy, kwas askorbinowy, aromat identyczny z naturalnym".

Żeby konsument wiedział, co kupuje. Tak po prostu.

No więc jeśli z przodu okładki jest napisane "Najlepszy thriller stulecia!" "Powieść okrzyknięta przełomem w literaturze przez samego Stephena Kinga!", "Prędzej umrzesz z pragnienia niż oderwiesz się od tej powieści, żeby zrobić sobie herbatę - Wall Street Journal", to z tyłu wypadałoby uczciwie ostrzec:

"Skład: monologi wewnętrzne mało wyrazistego bohatera, oczywistości udające nowe spostrzeżenia, niewiele wnoszące rozważania o życiu, niedokończone wątki, substancje zwiększające objętość: szczegółowe opisy postaci i przydługie dialogi, dowcip identyczny z naturalnym. Napięcie - 1%. Uwaga, może zawierać śladowe ilości prawdziwego suspensu."

Zasada druga - zakaz reklamy porównawczej i kłamliwej

Skoro bez twardych danych nie wolno powiedzieć w reklamie, że pasta do zębów X wybiela lepiej niż inne pasty, ma najlepszy skład spośród dostępnych na rynku albo jest równie dobra jak Colgate, tylko tańsza...

to dlaczego wolno pisać bez pokrycia:

"Bez wątpienia najwybitniejsze arcydzieło dekady!"

"Najlepszy debiut od czasów 'Bogurodzicy'"

"Jedyny godny następca Faulknera i Sienkiewicza"

"Debiutantka okrzyknięta królową kryminału noir" (to ostatnie jest niestety prawdziwe, debiutującej królowej gratulujemy i życzymy wykorzystania czasu panowania na maksa, bo następna królowa objawi się pewnie już za jakieś dwa tygodnie).

Każde takie stwierdzenie powinno zawierać gwiazdkę, jak w reklamie kosmetyków. I przypis z informacją, że: "63% ankietowanych zgodziło się ze stwierdzeniem, że książkę można nazwać arcydziełem. Badanie przeprowadzono na próbie złożonej z 11 osób, w tym 8 pań z działu promocji wydawnictwa i 3 zaprzyjaźnionych internautek, które otrzymały powieść za darmo wraz z czekoladkami i zakładką. Dla potrzeb badania termin 'arcydzieło' oznacza brak rażących błędów stylistycznych i względnie spójną fabułę."

Zakaz pisarzy w reklamie!

Jeśli lekarzom nie wolno reklamować leków i firmy farmaceutyczne muszą zatrudniać aktorów ubranych w białe kitle i podpisanych np. "specjalistka z dziedziny przyswajalności magnezu", to dlaczego, u licha, pisarzom nadal wolno wypisywać te peany na okładkach kolegów z branży? Niech je piszą krytycy literaccy, dziennikarze, ktokolwiek, kto się na tym zna i nie musi potem liczyć na wzajemność ze strony chwalonych kolegów...

Dlaczego właściwie w czasach, kiedy konsument jogurtów, past do zębów i leków na chrapanie i zimne stopy musi dostawać pełne i prawdziwe informacje, konsument ciastek dostaje wyczerpujące spisy alergenów prawdziwych i urojonych, substancji, od których może utyć, schudnąć, dostać mdłości albo wysypki - konsument książek może wciąż być bezczelnie zwodzony i okłamywany, jakby kupował maść na szczury od wędrownego oszusta?

My też wydajemy pieniądze. Tyle, że my nie możemy podać wydawcy do sądu, jeśli autor "niezwykle oryginalnego debiutu" zrzyna z trzech podobnych powieści, książka "porywająca maestrią językową" została przetłumaczona na kolanie przez znajomego, który miał angielski w szkole, i powiedział, że zrobi tanio na za dwa tygodnie, albo jeśli "thriller, który nie pozwoli ci zasnąć" usypiał po pięciu stronach. Nie wolno nam nawet zwrócić wadliwego produktu, jeśli po przeczytaniu, wbrew zapowiedziom, okaże się raczej "godnym następcą 'Harlequinów'" niż "nową Anną Kareniną na miarę XXI wieku".

No to może by tak, dla odmiany, potraktować nas poważnie?

 

Komentarze (13)

Dodaj komentarz
  • zacofany.w.lekturze

    To samo powtarzam, to samo. I zawsze słyszę, że czytelnicy lubią te okładki z damulką w oknie z widokiem na pole lawendy i lubią, jak im się na okładce napisze, co mają myśleć o książce. I ja się napisze, że to arcydzieło, to czytelnik czuje się taki dowartościowany, że obcuje z Dziełem. Nosz fak.

  • Gość: [Bazyl] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Zdaje się, że przy sporej dozie samozaparcia można zwrócić książkę ze względu na fatalne tłumaczenie. Walczył z tym tematem Paweł Pollak (można poczytać na jego blogu) :) Ale to trzeba mieć czas i jakąś wiedzę językową, żeby porównać z oryginałem i przygotować sobie argumenty. Nie mam ani jednego, ani drugiego, więc mogę jedynie cieszyć się, że większość "masówki" bestsellerowej przynoszę z biblioteki :)

  • mdl2

    ZWL - Nosz fak. Krótko i treściwie. Ja już mam chyba dosyć obcowania z arcydziełami...

    Bazyl - tak, chyba czytałam tamten wpis Pollaka. Tłumaczenia są coraz gorsze i należałoby zwracać co drugą kupioną książkę. Też ostatnio wybieram bibliotekę, to idealne źródło bestsellerowych arcydzieł :)

  • Gość: [Bazyl] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Do weryfikacji tłumaczeń nie mam choć minimalnego warsztatu, więc pozostaje mi zaufanie, które głosami z wszystkich stron jest coraz to i zachwiane. Ale już taką niechlujność korektorską widzę. I nadziwić się nie mogę, że w tekście byki aż oczy bolą, a w nocie dwóch korektorów i dwóch redaktorów. Więc jak oni to musieli czytać, skoro ja, szarak czytelnik, podczas coraz częściej niezbyt uważnej lektury je wyłapuję.
    PS. I nie czepiam się tu bynajmniej interpunkcji, z którą od wiek wieków miałem problem.

  • zacofany.w.lekturze

    Ja z grubsza wiem, jak ci korektorzy i redaktorzy czytają, za ile i w jakim tempie, to już się nawet niespecjalnie dziwię poziomowi w różnych wydawnictwach krzak. Niestety to się robi też coraz częstsze w lepszych wydawnictwach, teoretycznie bardziej dbałych o poziom.
    Tęsknię za książką, na której ktoś napisze: "Rzetelna, dobrze napisana powieść. w żadnym wypadku nie arcydzieło, ale przeczytasz z przyjemnością" :)

  • Gość: [bulgarka.pl] *.173.57.26.tesatnet.pl

    Bardzo słusznie prawisz.

  • frogut

    Słuszne przemyślenia, zgadzam się z tym w 100 procentach. Reklama jest bardzo niewdzięczna i są określane zasady, aby książka mogła się wybić.

  • Gość *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Zgadzam się z tym, często ludzie kupuję książkę oceniając ją po okładce,
    tutaj już rządzi kasa i marketing, a nie powinno się tak robić,
    pozdrawiamy Agencja muzyczna Polisound .

  • alcaponeband

    Musze się zgodzić, często także jest tak że dobra książka ma słabą okładke, ale bardzo dobra książka nie zwracając uwagi na okładke i tak będzie się sprzedawała

  • Gość: [Gdzie jest DJ?] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Zdaje mi się, że przy sporej dozie samozaparcia można przeczytać fatalnie przetłumaczoną książkę i to nie taki problem jak się wydaje ;)

  • adamm01

    Zgadzam się ze wszystkim co Pani zawarła w tym artykule;) Już sam kilka takich przypadków miałem, czytając przypadkową książkę czułem że to jest to a jakiś mocno wyreklamowana książka była słaba, ostatnio podobny artykuł czytałem na tej stronie: zrozumiec-sens.pl/

  • Gość: [Mrucon-events] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Nie bez powodu istnieje powiedzenie żeby nie oceniać książki po okładce. Muszę przeczytać tą książkę :D

  • benero22

    Pralka pod kątem do ściany a lodówka na balkonie :D ciekawy i interesujący wpis!
    Wiadomości

Dodaj komentarz

© pamiętnik byłej pisarki
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci